Wrocław stolicą wegetarian

Podczas ostatniego pobytu w Polsce, byłam w wielu miejscach. Odwiedziłam mój ukochany Kraków, mniej ukochaną Warszawę, Łódź, Sieradz, a także Wrocław. Ten ostatni odwiedzam w ostatnich latach dosyć często, z uwagi na pochodzenie mojej drugiej połówki 🙂

Kraków ZAWSZE będzie moim numerem jeden! Pomimo strasznego smogu i ciągłych remontów, nie potrafię zniechęcić się do miasta, które tak wiele mnie nauczyło. W gwoli ścisłości dodam, że pochodzę z miejscowości znajdującej się pod Krakowem. Moja miłość do tego miasta nie wynika więc z narodzin w nim, a ze wspomnień związanych z wkraczaniem w dorosłe życie. No ale nie o Krakowie dzisiejszy odcinek, a o Wrocławiu 😉

W podróży po Polsce spędziłam, a raczej spędziliśmy, dwa tygodnie, i jak to na ludzi w drodze przystało, stołowaliśmy się „na mieście”. Pomijając oczywiście Święta, które spędziliśmy trzymając się maminej spódnicy 😉 Mój partner nie jest stu procentowym wegetarianinem. Ogranicza spożywanie mięsa, ba – kiedy jest skazany na moją kuchnię, takowego nigdy nie dostaje 😉 Jednak w Polsce, wszystkie mięsne przysmaki, przesłaniają mu cały ideologiczny i logiczny świat.

Jako wegetarianka, lubię chodzić do wegańskich knajp, by tam przekonać moje kubki smakowe i dogorywające już mleczne zachcianki, że bez nabiału da się żyć 😉 Bo da się, i to całkiem smacznie! W Krakowie jest mnóstwo restauracji oferujących w swoich menu opcje dla wegetarian i wegan. Zwykle jednak, jest to zaledwie jedna lub dwie pozycje na cały jadłospis! To niewiele jak na możliwości wybitnych krakowskich kucharzy! Poza tym, miło jest móc wybrać coś, na co ma się ochotę, a nie to co trzeba, bo tylko to jest w karcie dań. W Warszawie, z całym szacunkiem dla wege fast foodów i innych lokali robiących wegańskie burgery i hot dogi, miejsc do spokojnego rozkoszowania się normalnym wegetariańskim obiadem, jest podobnie jak w Krakowie, za mało! Będąc na starym mieście, jedyne dania wegetariańskie jakie udało mi się zjeść, to ruskie pierogi i sałatka grecka. Bym mogła zjeść coś innego, trzeba było przemieścić się do śródmieścia.

W Łodzi było trochę lepiej, bo akurat trafiliśmy do miejsca, gdzie na 5 jadłodajni, jedna była dla roślinożerców. Nie wiem jak jest w centrum, ale na obrzeżach można przeżyć! 😉

Najlepiej było we Wrocławiu! Tam, ku mojemu zdziwieniu, w samym rynku nie mieliśmy problemu ze znalezieniem lokalu z samą tylko kuchnią wegetariańską! Do tego piekarnie, kawiarnie i cała masa wege pozycji nawet w normalnej, staropolskiej restauracji! Byłam w szoku, kiedy bez większego problemu mogłam zjeść dhal z czerwonej soczewicy w samym sercu miasta! W innych polskich betonowych dżunglach, trzeba się nieźle napocić, by znaleźć miejsce, które takowy akurat przyrządza.  BRAWO WROCŁAW!

Szczerze i z otwartym sercem polecam wszystkim wegeneratom Wrocław, jako miejsce do zaspokajania swoich podrzędnych i nadrzędnych potrzeb 🙂

Introweska

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s