Jak powstają amatorzy

Kiedyś chciałam być dziennikarką. Tak! – niepozorna myszka z prowincji marzyła o pisaniu artykułów dla najlepszych gazet świata.

Gdy jako świeżo upieczona abiturientka szkoły podstawowej oświadczyłam rodzicom, że składam papiery do oddalonego o 30 km ogólniaka o tym właśnie profilu, ci złapali się za głowy i rozpoczęli sukcesywne wyperswadowanie mi tego pomysłu. „To za daleko” – mówili, „w Krakowie to sami gwałciciele i złodzieje, nie poradzisz sobie tam, nie stać nas na opłacanie tam mieszkania. Jest tyle fajnych szkół a ty żeś jakąś taką wymyśliła. Do ekonoma byś poszła, a nie jakieś takie dziwactwa wymyślasz!”. No i poszłam… do wymarzonej szkoły moich rodziców. Tak rozjechały się drogi pomiędzy tym co lubię, a tym co muszę.

W pierwszym ekonomie szło mi kiepsko. Bankowość i rachunkowość zdawały się być najnudniejszymi przedmiotami jakie przyszło mi w życiu zaliczać. Wtedy poznałam Kaśkę… dziewczynę, którą kocham do tej pory za jej spontaniczność i ciekawe spojrzenie na świat. Dołączyła do nas Anka i we trójkę, często (jak się później okazało za często!) odwiedzałyśmy ten złodziejski i gwałcicielski Kraków, nie bacząc na kolejny sprawdzian robiony przez fizyka lub chemiczkę, a także matematyczkę. Wszystko później zaliczałyśmy – żeby nie było – nie mogłyśmy jednak zaliczyć nieobecności, których z tygodnia na tydzień nam przybywało. Wychowawczyni panikowała… Niepotrzebnie, bo my nie byłyśmy niezdolne, wręcz przeciwnie. Miałyśmy po porostu inną wizję tego świata, a szkoła i nudne sprawdziany ją zwyczajnie zakłócały. I tym sposobem rodzice postanowili przenieść swoją krnąbrną 17-nasto już latkę do najbliższego z możliwych ekonomów, bo niby wpadłam w złe towarzystwo itp, itd. A to było najlepsze towarzystwo jakie miałam w całym moim życiu! Niektóre z zawartych wtedy przyjaźni trwają do dziś.

Drugi ekonom okazał się całkiem spoko. Wychowawcą był jakiś tam mój krewny z piątej lub piętnastej wody po kisielu. Taki niedoświadczony blondyn o zbyt ufnej naturze względem swoich podopiecznych. Przed maturą chciał nas porzucić, bo byliśmy problemowi jako klasa, ale powiedzieliśmy mu, że go kochamy i został z nami do końca naszej egzystencji w tej uroczo położonej szkole. Matematyczka wreszcie nauczyła mnie rachunku prawdopodobieństwa, a historyk przez kolejne trzy lata opowiadał tylko i wyłącznie o rozpoczęciu drugiej wojny światowej – zbezcześcił  tym mój ulubiony przedmiot. Wynagrodzili to poznani tam ludzie. Kolejne Kaśki i Anki z równie ciekawym spojrzeniem na świat co te poprzednie, równie szalone i nieprzewidywalne. Było fajnie. Rodzice się cieszyli. Sielanka.

Maturę zdałam całkiem dobrze. Dziwiłam się trochę, bo na pisemnym polskim to tak zboczyłam z tematu, że było już prawie nie na temat, a polonistka powiedziała mi później, że dałam czadu! Ok, niech jej będzie, że losy Konrada Walenroda mają cokolwiek wspólnego z atakiem na World Trade Centre.

Po maturze odezwała się znów moja wewnętrzna potrzeba robienia tego co lubię, więc złożyłam papiery na stosunki międzynarodowe na UJ-cie. Prawie się dostałam! Prawie, bo trochę za późno te papiery tam zaniosłam. Poszłam więc na staż do urzędu gminy.  Zmarnowane siedem miesięcy mojego życia, których nigdy nie odzyskam. Makabryczne doświadczenie. Grono nadętych urzędników udających zapracowane trybiki w maszynie. Ściema! 90% swojego etatowego czasu spędzają na przeglądaniu gazet, teraz ewoluowali pewno do facebooka. Po zdobyciu wątpliwego doświadczenia za biurkiem, postanowiłam jednak rozpocząć studia. Mama nalegała na prawo, bo dwie kuzynki to studiowały i cała rodzina się tym zachwycała. Poszłam na prawo i administrację. Nuda. Nauczyłam się tylko tego, że sesja na zaocznych studiach nie warta jest studiowania. Żadnych imprez, żadnych wypadów na miasto, żadnej paniki na dzień przed zaliczeniem. Nuda.

Chyba jednak powinnam była pójść do tego ogólniaka o profilu dziennikarskim, bo spójrzcie jak się to skończyło. Niemal 14 lat po maturze, swój wolny czas przeznaczam na – jakby nie było – tworzenie tekstu. I do diaska, sprawia mi to ogrom przyjemności.

Rodzicu! Nie bądź nadopiekuńczy. Nie zmieniaj potencjału swojej pociechy. Kiedy dziecko chce się usamodzielnić, to nie zasłaniaj się troską i nie blokuj jego ścieżki. Jest to objaw egoizmu, samolubstwa i tchórzostwa, za które zapłaci później Twoje dziecko. Ty pewnie poczujesz się komfortowo mając wszystko poukładane po Twojemu. Pytaniem jest, czy i potomek się tak poczuje na ścieżce życia obranej mu przecież Ciebie? Pępowiny się odcina, bo inaczej zgniją. Tak tylko  mówię. Żeby nie było. 

Niedoszła dziennikarka, za to doszła amatorka tekstu;

Introweska

P.s Imiona wymienionych postaci zostały zmienione w celu ochrony danych osobowych.

Reklamy

13 myśli w temacie “Jak powstają amatorzy

  1. annamariagregorowicz pisze:

    Miałam szczęście, że ogólniak był w moim mieście. Poszłam na profil, który mi odpowiadał i studia tam, gdzie chciałam. Mama chciała doktora. Jestem, tyle że nie medycyny a literaturoznawstwa! Moje. Faktem jest, że możesz zrobić ze swoim życiem co chcesz, prędzej czy później. Tu, w Holandii nauczyłam się, że wiek nie ma znaczenia. Ludzie studiują po 50. Uwielbiam tę wolność.

    Polubione przez 1 osoba

  2. klubik pisze:

    Ja powtarzam swoim dzieciom, że największy prezent, jaki Rodzice mogą podarować, to – w pewnym momencie życia – uwolnić dzieci od swojej obecności w ich ścieżce, którą wybiorą.

    serdeczności MC

    > Wiadomość napisana przez Introweska w dniu 27.06.2018, o godz. 19:58: > >

    Polubione przez 1 osoba

  3. paulinap pisze:

    Nadopiekuńczość to niestety częsty przypadek… I u mnie troszkę tak było, ale na szczęście i tak poszłam swoją drogą. Chociaż teraz trochę nie wiem, za co się brać. Rodzice powinni dawać dzieciom wolną wolę. W końcu rodzą się jako wolni ludzie, nie są niczyją własnością. Nie możesz z góry planować mu kariery i życia osobistego, bo możesz się mocno rozczarować. Ile to już razy okazało się, że dziecko jednak zostało artystą i okazało się gejem czy lesbijką? A miało być prawnikiem z piękną żoną/ przystojnym mężem i trójką dzieci? Życie! Trzeba pozwolić decydować dzieciom o sobie i żyć. Spełniać marzenia, robić coś pięknego i być sobą.

    Polubienie

  4. świechna pisze:

    Bez żadnego mrugania okiem świetna ilustracja tego, jak rodzice próbują zaprojektować cudze życie, bo ich własne ich nie zadowala. Bo pewnie im się rodzice wtrącali. I zdaje im się, że mają do tego prawo, bo przeszłaś głową przez małą dziurkę i jadłaś z ich lodówki. Smutne, nawet jeśli kończy się happy endem.

    Polubione przez 1 osoba

  5. yvettecarteblanche pisze:

    Prawdziwe i smutne jednocześnie. Niestety, dla rodziców najczęściej ważniejsze jest własne poczucie bezpieczeństwa („Przecież nie poradzisz sobie sama na drugim końcu Polski! Osiwiejemy tutaj z ojcem przez Ciebie!”) i realizacja własnej wizji „prawdziwego” życia („Pisanie? Przecież z tego nie da się przeżyć… A dom, rodzina, co będzie z Tobą na starość?”). I takie tam „bla bla bla” ludzi, którzy myślą, że ich dzieci całe życie są im coś winne. Ten rodzicielski egoizm najczęściej wiąże się z podcinaniem skrzydeł dorosłych (lub prawie dorosłych) dzieci. Pozdrawiam i życzę wytrwałości i spełnienia w tym, co robisz! 🙂

    Polubienie

  6. bfcb pisze:

    Syn właśnie wybiera studia. Jakie chce i gdzie chce. Tak samo jak zrobił ze szkołą średnią. Mam nadzieję, że kiedyś nie będzie miał żalu, że nie przymuszałem go do „prawa i administracji” albo innej medycyny.

    Polubione przez 1 osoba

  7. Sfera Rozwoju pisze:

    To jest częsty motyw w filmach. Rodzic mający już ułożony plan dla dziecka, dziecko mające zupełnie inny plan na samego siebie. Tylko w filmach potem dziecko/nastolatek zawsze ostatecznie stawia na swoim i rodzic z reguły, po fali buntu i kłótni, przyznaje dziecku rację. Szkoda, że w życiu rzadko się tak zdarza.

    Polubione przez 1 osoba

  8. stopociechblog pisze:

    Wiesz, co sobie pierwsze pomyślałam, że 15 lat po maturze to niedużo. Zrób to teraz, nie jest za późno! Ja swój drugi zawód zdobyłam po 50 tce. Cieszę się z niego, a do pierwszego wymarzonego dochodziłam okrężną drogą. Uwierz mi, wszystko jest możliwe!!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s