Śmierć za życia cz. III

Kiedy Karol praktycznie od pierwszego tygodnia szkoły średniej uganiał się za mną, nie sądziłam, że kiedykolwiek coś z tego wyjdzie. Chodziliśmy do ogólniaka w naszym mieście. On był o rok starszy, mimo że wyglądał na co najmniej maturzystę. Zawsze było to jego zaletą. Nawet nauczycielki czasem rumieniły się na jego widok. Jego włosy były rudawe, taki brąz rozjaśniony słońcem. Wtedy to było głównie przyczyną odtrącania go przeze mnie, bo jak to, ja z rudym facetem?! Nigdy w życiu! Teraz bym wszystko oddała, by znów poczochrać tę jego czuprynę. Silny i dobrze zbudowany, wyróżniał się trochę spośród swoich rówieśników. Do tego był inteligentny, a to jest coraz rzadszym zjawiskiem u ludzkości, która głupieje hurtowo. Zwykle tych dobrze zbudowanych, silnych chłopaków, częściej można było zobaczyć na siłowni, Karola zwykle widywałam w publicznej bibliotece z zapasem książek na ręku.

Lubiliśmy podobną literaturę, więc czasem pożyczam mu coś z pięterka moich rodziców. Ci w końcu mieli tam niezły zbiór. I tak się to zaczęło. Zawsze oddawał mi te książki przychodząc do mnie do domu, nigdy w szkole. Miał dobry pretekst, by kręcić się przy mnie nawet po lekcjach. W głębi siebie podobało mi się to, ale na zewnątrz udawałam zirytowaną i zawsze zajętą czymś innym, tylko po to, by zachować pozory bycia nim nie zainteresowaną. Rodzice od razu go polubili. Bardzo rzadko ktoś interesował się ich książkową kolekcją, a Karol mimo swojego młodego wieku, miał podobne zainteresowania do tej pary książkoholików. Wchodził z nimi w dyskusje na temat ambitnych i dla mnie zbyt skomplikowanych książek. Dyskutowali też na inne tematy; polityka, religia, ocieplenie klimatu i wszystko inne, co nie absorbowało uwagi normalnego nastolatka. Ale on nie był normalny, a mnie imponowała jego odmienność.

Oficjalną parą zostaliśmy w mojej trzeciej a jego maturalnej klasie. Kiedy po jego studniówce wracaliśmy do domu, ten zabrał mnie po raz pierwszy na “leśną polanę”. Było zimno i ciemno, ale to nie przeszkodziło nam w rozgrzaniu naszych ciał do czerwoności. Oddaliśmy się sobie po raz pierwszy. Obydwoje byliśmy niedoświadczeni w tym co robiliśmy, i dzięki temu powstała między nami pewna więź, o której nigdy nie rozmawialiśmy ale wiem, że obydwoje ją czuliśmy. Byliśmy swoimi pierwszymi kochankami po trzyletniej  przyjaźni. To co zrobiliśmy tej nocy, było jak magiczne zapieczętowanie ważnych uczuć i oczekiwań, było jak obietnica, że to co nas łączy nigdy się nie skończy. Nasze fizyczne zbliżenie, było tylko uzupełnieniem tego, co od dawna łączyło nas mentalnie. Myślę, że takie połączenie dwójki ludzi, jest o wiele ważniejsze od fizycznego aspektu bycia w związku. Bo czymże jest związek bez tej niemej świadomości bycia pociągającym przez to, co ma się w środku, w duszy, a nie przez to jak się wygląda i ilu facetów zaliczyło się ostatniego lata?! Łatwe kobiety szybko kończą w łóżku ze swoimi wybrankami, ponieważ to wydaje się być dla nich jedynym, możliwym połączeniem utrwalającym związek. Nic bardziej mylnego, właśnie takie związki rozpadają się najszybciej. Gdy tylko jedna strona straci zainteresowanie fizycznością drugiej – odchodzi, szukając czegoś innego…Czegoś satysfakcjonującego nie tylko popęd seksualny ale i ten intelektualny. Dzisiejsza młodzież tego nie rozumie. Są jak zwierzęta, nie szukając prawdy w głębi siebie, a jedynie na powierzchni, która z roku na rok staje się coraz bardziej fałszywa i nienaturalna. Brednie, wycofuję to! Obrażam zwierzęta porównując je do ludzi! Zwierzęta są o wiele inteligentniejsze od tego gatunku, w jakim padło mi egzystować. Ludzie są bardziej jak…jak ludzie z upadającego coraz niżej świata. Nie można ich porównać do innego gatunku, ponieważ nie ma drugiego tak podłego i obrzydliwego istnienia na tej ziemi.  Ludzkość się kończy…powoli zmierza ku samodestrukcji…I dobrze, bo wyrządzamy światu więcej szkody niż pożytku.

Po maturze Karol poszedł na prawo, a ja rok później dołączyłam na tą samą uczelnię w zamiarze poznania tajników sztuki dziennikarskiej. Już po pierwszym semestrze zorientowałam się, że ten kierunek jest zupełnie nie dla mnie, więc postanowiłam się przenieść na filologię germańską. Przyjęto mnie na uczelnię na drugim końcu miasta, co spowodowało, że coraz rzadziej widywaliśmy się z Karolem. Ja mieszkałam z moją ciotką, a ten prowadził o wiele ciekawsze życie poza wykładowe w słynącym z ostrych imprez akademiku. Widywaliśmy się raz na tydzień, później raz na dwa tygodnie, raz na miesiąc…aż w końcu przestaliśmy się widywać w ogóle. Przez ponad rok, nawet się ze sobą nie kontaktowaliśmy. Można powiedzieć że nasza miłość umarła śmiercią naturalną,tak mi się przynajmniej wtedy wydawało.

Tyle z mojego intelektualnego połączenia oraz w tej naszej wyjątkowości – pomyślałam kiedyś na wykładach. Szybko doszłam do siebie, nie zamierzałam się nad sobą użalać. Zaczęłam imprezować, poznawać nowych, ciekawych ludzi. Tak poznałam Pawła. Był ze mną w grupie i od razu wpadliśmy sobie w oko. Wszystko szybko się potoczyło. Nagle stałam się tą łatwą dziewczyną, mimo że niedawno takimi gardziłam. Dobrze się bawiłam. Pewnego wieczoru siedzieliśmy z Pawłem w naszym ulubionym klubie, kiedy nagle pojawił się Karol. Od kiedy widziałam go ostatnio, minął chyba z rok. Był przystojniejszy niż kiedykolwiek, zmężniał. Szedł pewnie i zamaszyście, jednocześnie bił od niego taki spokój…Zdecydowanym krokiem podszedł do nas i zapytał, czy możemy porozmawiać. Paweł coś tam się wściekał, ale ja nie mogłam się oprzeć i wyszłam z Karolem na ciepłe, majowe powietrze. Poszliśmy wtedy na spacer do parku. Było jeszcze jasno i tak świeżo, bo przed godziną padał ten majowy, rześki deszcz. Kolory dookoła nas niemal eksplodowały swoją intensywnością, a powietrze przenikało taką nietypową dla miasta świeżością…Rozmawialiśmy chyba do północy. Śmialiśmy się, opowiadaliśmy na zmianę co się u nas działo przez ostatni rok. Wspominaliśmy…Po wszystkim Karol odprowadził mnie do domu i powiedział, że jak już się odnaleźliśmy w tej miejskiej dżungli, to musimy się trzymać na oku, by znów nie stracić siebie z oczu. Tak bardzo mnie to cieszyło, że jeszcze tej samej nocy zerwałam moją znajomość z Pawłem. Wiedziałam, że nie mogę być z nikim innym niż Karol, moje uczucia do niego nigdy nie zgasły. Zostały jedynie przykryte kurzem młodzieńczego, dorosłego życia; chęcią poznania nowego, ale to, nigdy mnie nie satysfakcjonowało. Kochałam go tak samo, jak on mnie. Poznaliśmy jak wygląda życie oddzielnie, i najwyraźniej nie było ono tak ekscytujące jak to, które prowadziliśmy razem. Znów zaczęliśmy się spotykać i było lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Bogatsi o nowe doświadczenia urozmaiciliśmy nasze życie w wielu sferach. Wiedzieliśmy, że jesteśmy sobie pisani. Los chciał, byśmy byli razem, szczęśliwi i głodni siebie coraz bardziej i mocniej.

Wynajęliśmy mieszkanie, w połowie drogi między jego a moją uczelnią. Weekendami Karol dorabiał jako dostawca a ja dokładałam się do domowego budżetu tłumacząc język niemiecki, który całkiem dobrze opanowałam. Życie było dla nas dobre, a może to my byliśmy dobrzy dla życia? Byliśmy szczęśliwi a nasza miłość kwitła. Każdego dnia wstawałam z łóżka, czując jak od wewnątrz rozpiera mnie radość. Zawsze byłam uśmiechnięta, bo nie mogłam inaczej. Karol spełniał się na prawie. Był w tym dobry, dlatego jeszcze przed zakończeniem studiów, dostał pracę w korporacji, gdzie wcześniej odbywał praktyki i staż. Broniąc pracy magisterskiej, był już prawą rączką doradcy prawnego dużej firmy, która wróżyła mu świetlaną karierę…Rok później na świat przyszedł Ignaś. Nie przeszkodziło to w zakończeniu przeze mnie studiów. Karierę jednak, odłożyłam z wiadomych, macierzyńskich względów na później.

Nigdy nie spełniłam się jako filolog germański, jednak całkiem nieźle radziłam sobie jako tłumacz. Nie wychodząc z domu, mogłam zarobić wystarczająco dużo, by rozleniwić się w rozwijaniu swojego potencjału. Tak minął rok, potem kolejny i następny aż pewnego dnia, Karol już jako manager jednego z działów w swojej firmie, przyszedł do naszego domu, tuż za miastem, kupionego na kredyt, i oznajmił, że firma oferuje mu awans i o wiele większe wynagrodzenie. Ucieszyłam się. Pojawiła się szansa na szybszą spłatę ogromnego kredytu. Po mojej euforii Karol dodał, że awans oznacza jego wyjazd do Norwegii…i euforia odeszła w ciemny kąt mojej przerażonej świadomości.

Względy finansowe same zadecydowały i niedługo potem, ten wyjechał do Norwegii, gdzie firma dała mu mieszkanie, samochód służbowy, opiekę medyczną i wiele innych rzeczy, na które nie mógł liczyć w Polsce. My z Ignasiem zostaliśmy sami w naszym pięknym, nowoczesnym, lecz już nie tak szczęśliwym jak wcześniej domu…

Reklamy

25 thoughts on “Śmierć za życia cz. III

      1. Robert pisze:

        Nie jestem i nigdy nie byłem redaktorem, więc moje uwagi są stricte amatorskie. Na tekst chętnie rzucę jeszcze okiem, aby przyjrzeć się temu mocniej. Na dzień dzisiejszy same superlatywy: świetnie komponowana akcja, sprytne i łagodne odsłanianie faktów, które skutecznie przykuwają uwagę czytelnika i do tego lekki styl pozwalający na szybszy truchcik przez tekst (co osobiście bardzo lubię).

        Polubienie

      2. Robert pisze:

        Urlop się skończył i można powoli wracać do rzeczywistości i tego co obiecałem 🙂
        Jeśli miałbym coś jeszcze zasugerować do powyższego tekstu to pewna porada, która bardzo mi utkwiła z warsztatów literackich: Staraj się rozdzielać zdania na krótsze – oczywiście tam gdzie ma to sens. Aby nie być gołosłownym to podrzucam moją propozycję początku:

        Budziłam się powoli i leniwie. Tak jak zwykliśmy się budzić w dzień wolny od pracy. Bez pośpiechu. Za to z należytym przeciąganiem momentu powrotu z krainy snów do rzeczywistości. Delikatnie rozchyliłam oczy. Delikatnie rozchyliłam oczy. Leżałam w gościnnym pokoju moich rodziców, przykryta miękką, puchową kołdrą zrobioną przez moją mamę. Spojrzałam pod pościel i zobaczyłam, że nadal jestem w ubraniu. Ktoś zdjął mi tylko buty i gruby sweter. Nadal byłam w legginsach i długiej po uda czarnej koszuli. W pokoju panował półmrok. Byłam sama. Nie miałam pojęcia jak długo spałam. Czy jest już rano? Czy może zapada zmrok? – pytałam siebie w myślach. Postanowiłam jednak jeszcze przez chwilę poleżeć wygodnie. Było mi dobrze. Czułam spokój.

        Polubienie

      3. Robert pisze:

        Oj, to poważna propozycja! Nigdy tego nie robiłem! Nie wspominając już o tym, że mam wykształcenie techniczne. Moja wiedza w tych tematach jest z pewnością mizerna, jeśli myślimy o recenzentach z zawodu i doświadczenia. Ten temat chyba wolałbym omówić off-site (np. telefonicznie, emailowo lub inaczej).

        Polubione przez 1 osoba

      4. Robert pisze:

        Jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała (o czym nie zdążyłem przed urlopem). To też oczywiście zasłyszane z warsztatów literackich: starach się budować sceny, które będą działać na nasze wszystkie zmysły (jeśli tylko jest to możliwe i ma sens). Dla wspomnianego przeze mnie początku mi osobiście zabrakło takich szczegółów jak:
        – dziewczyna leży w ciuchach pod puchową kołdrą – przydałaby się informacja więc czy jest jej zimno, a może gorąco, czy w pokoju jest może rześko?
        – z dalszego tekstu wynika, że w piekarniku powstają zapiekanki – brakuje mi trochę odniesienia czasowego, ale niewykluczone, że jakieś zapachy już dotarły do tego pokoju? Jeśli tak, to warto o tym wspomnieć,
        – chwilę potem jest opis tego co dzieje się na szybie – dla mnie ta scena jest „niema” – brakuje szemrania, stukania kropel może? zabrakło mi dźwięku w tej scenie
        – w dalszej części bohaterka podchodzi do okna. jest fajnie wychwycone elementy ciepłoty podłogi, ciała – brakuje mi jednak szyby. Ta pewnie będzie mokra, może chłodna, nieprzyjemna?

        Nie chodzi oczywiście o takie nachalne wpinanie opisów działających na nasze zmysły. Jestem jednak przekonany, że tekst nabierze wyrazistości i rzeczywistości, która jest kluczowa w pierwszej części tego tekstu.
        Mam nadzieję, że to też Ci się przyda 🙂

        Polubione przez 1 osoba

  1. moderngeishatw pisze:

    Wolę drugą część przez większy dynamizm i mniejszą przewidywalność. Tutaj niestety łatwo było odgadnąć co się stanie, choć poza tym styl niczego sobie 😉 (P.S. Przepraszam za poprzedni komentarz ucięty, ale laptop ma chyba zbyt wrażliwe klawisze)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s