Życie skazane na śmierć

Planujemy, wyczekujemy i snujemy marzenia. Wspominamy piękne chwile i żałujemy te złe. Pragniemy by nasze jutro wyglądało lepiej, pełniej i skupiamy się na tym by wzbogacić oraz ulepszyć naszą przyszłość, opierając się na doświadczeniach z przeszłości. Często liczy się bardziej cel aniżeli środek jaki jest do jego użyty. Zapominamy jednak że jutro może nie nadejść i wszelkie starania nie dotrą do finału naszego życiowego scenariusza.

Czas jest nadzwyczajną formą pewnego istnienia we wszechświecie, zapominamy, że określa on jedynie chwilę obecna, przeszłości i przyszłości nie da się zawrzeć w klamrach czasu, tylko TERAZ w nich istnieje. Przeszłość to tylko (lub aż) wspomnienia, przyszłość to snute wyobrażenia, a teraźniejszość? To własnie jest CZAS, który dostaliśmy by spożytkować go w najlepszy z możliwych dla nas sposobów (interpretacja dowolna).

Bierzemy za pewnik, że jutro nastąpi, że jak zawsze obudzimy się rano i dzień jak co dzień będziemy żyć. Jesteśmy młodzi, w średnim wieku lub dojrzali, jednak zawsze jesteśmy za młodzi na śmieć, nie mamy czasu ani ochoty myśleć o niej i uświadamiać sobie, że prędzej czy później przyjdzie i do nas. Nieważne ile masz lat, nieważne jaką grupę społeczną, zawodową bądź religijną reprezentujesz – umrzesz, jak my wszyscy. W Tybecie ludzie stosują bardzo prostą, aczkolwiek mądrą technikę oswajania się ze śmiercią. Raz dziennie myślą o niej, wyobrażają sobie swoich najbliższych a także siebie w momencie śmierci, i gdy ta nadchodzi nie jest to dla nich tak wielkim zaskoczeniem – a i ból jest mniejszy, bo już jakby znajomy…

Wiedząc już, że jutro to abstrakcja naszej wyobraźni a wczoraj to sentyment naszego umysłu, skupmy się na DZISIAJ i spróbujmy wyobrazić sobie, że jutro nie nadchodzi, że dzisiaj i TERAZ jest wszystkim co mamy – niczego więcej nie doczekamy – czy nasze życie się zmieni? Diametralnie! Nastąpi wtedy prze-wartościowanie naszych priorytetów i potrzeb, a zacznie się liczyć to, co zwykle spychaliśmy w zakamarki naszych dusz. Obudzimy w sobie życie, które dotąd było zamaskowane i zaślepione przeszłymi i przyszłymi myślami.

Jeżeli w pełni potrafimy zaakceptować teraźniejszość, to wszystko co ona nam daje również jest akceptowane – nawet i śmierć. Jest ból, jest rozpacz, jest też zrozumienie istoty życia. Nie unikniemy nieuniknionego…Życia nie można oszukać, można oszukiwać tylko siebie.

fb_img_1470654290956.jpg

Introweska

 

 

 

Reklamy

50 thoughts on “Życie skazane na śmierć

  1. modliszkablog pisze:

    Genialny tekst! Bardzo był mi on potrzebny, zeby sie troche uwolnić z pułapek wiecznego wspominania i uzalania nad „wczoraj” i planowania i czekania na „jutro”. Nigdy nie myślę o „dzisiaj” a przeciez to jest najwazniejsze, żeby wycisnąć ile sie tylko da z tego co dostajemy w danej chwilii… dziekuje!:)

    Polubione przez 3 ludzi

  2. kirylucki pisze:

    Nie bedzie polskich znakow 😉 W takim mysleniu widze pewna pulapke, a nawet brak zwiazku pomiedzy twoimi myslami. Bo skoro jest tylko tu i teraz, to po co myslec o smierci, skoro to przyszlosc, ktorej (wedle twoich slow) nie warto sobie wyobraza? A mimo to jak Tybetanczycy mamy o niej myslec? Wyobrazanie sobie czegos zawiera w sobie wybieganie w przyszlosc, prawda?

    Osobiscie nie widze niczego zlego w ckliwosci. Przewrotnie stwierdze, ze przeszlosc to wszystko co mamy. Nasze decyze i dzialania sa w ogromnej mierze zdominowane przez nasze doswadczenia zyciowe (przeszlosc). Dodatkowo obecnie (terazniejszosc) pracujemy na ksztalt przyszlosci (zakladajac, ze mamy na nia wplyw) Swiat jest urzadzony madrze i nie ma sensu wartosciowac, ktory z jego skladnikow jest bardziej wartosciowy. Przeszlosc, terazniejszosc i przyszlosc sa tak samo wazne.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Introweska pisze:

      Zadajesz i odpowiadasz na swoje pytanie jednocześnie;) Otóż śmierć nie jest częścią przyszłości a teraźniejszości. To nasze wyobrażenia i plany zsyłają ją gdzieś daleko w przyszłość, a ona jest tutaj, skąd wiesz, że słowa, które teraz czytasz nie są Twoim ostatnim momentem? Wyobrażasz sobie, że życie skończy się kiedyś, a nie teraz i to jest ta pułapka w którą wszyscy wpadamy. Później jest szok, ból, rozpacz i brak akceptacji. Dlatego należy zaakceptować teraźniejszość, bo tylko ona jest życiem i śmiercią jednocześnie. Przeszłość nas kształtuje, przyszłość jeszcze nie nadeszła, a teraźniejszość pozwala istnieć tu i teraz ciesząc się życiem i tym co ono nam daje. Tylko na teraźniejszość mamy „namacalny” wpływ.

      Polubione przez 1 osoba

      1. kirylucki pisze:

        Znow blad w logice. Jezeli smierc to terazniejszosc, to nie powinnas moc pisac tych slow z powodu swojego zgonu. Mam nadzieje, ze nie wciagniemy sie w dyskusje o granicy terazniejszosci i przeszlosci 😉

        Odpawiadajac na twoje pytanie skad wiem, ze moje slowa nie sa tymi ostatnimi? Po co mam rozpamietywac o smierci? Godze sie ze swoim losem, zatem wiem ze sie przekrece. Po co mam myslec o nieuchronnosci wypadkow?Takie myslenie moze tez wprowadzic tragizm do naszego zycia, a szczegolnie myslenie o tym czy jakas rzecz nie bedzie moja ostatnia. Nie bylo by wowczas sensu inwestowac czasu w rzeczy, ktorych efekty pojawia sie w przyszlosci: studia, nauke jezykow, kurs prawojazdy (szczegolnie ta rzecz jest w tym kontekscie absurdalna, bo moge zginac w wypadku – kazda podroz samochodem to wieksze ryzyko zgonu), po co robic dzieci, przeciez one tez umra. Wiem ze troche mnie ponosi, dlatego zatrzymam sie tu z mnozeniem przykladow.

        Postep cywilizacyjny jest wynikiem wlasnie tego, ze ludzie podejmowali decyzje (terazniejszosc) z mysla o przyszlosci. Aby moc dzialac potrzebowali czalego bagazu doswiadczen (przeszlosci). Parafrazujac twoje slowa ‚Dlatego należy zaakceptować teraźniejszość’: Dlatego trzeba zakceptowac przeszlosc, przyszlosc i terazniejszosc.

        Polubienie

      2. Introweska pisze:

        Obawiam się że ta dyskusja już się rozpoczęła…Nie rozumiesz o czym mówię. Nie twierdzę że należy rozpamiętywać o śmierci, a by ją zaakceptować – to zupełnie co innego;) Płodzenie dzieci, studia, nauka języków – to życie, wkładasz w to teraźniejszość więc owszem, w przyszłości to zaowocuje. Jednak w momencie robienia tych rzeczy, czy skupiasz się tylko na tym dokąd one Cię zaprowadzą i jaki będzie efekt, czy też skupiasz się na tym co one Ci dają TERAZ? Obawiam się że interpretujesz mój tekst jako: nic nie róbmy bo i tak umrzemy, a mi chodzi właśnie o zupełną tego odwrotność: róbmy jak najwięcej póki żyjemy;) Przeszłość i przyszłość również należy zaakceptować, jednak nie powinniśmy się na nich skupiać i według nich kreować życia, bo wtedy przecieka nam ono przez palce, nie zauważając, że wszystko czego nam do życia potrzeba mamy w teraźniejszości:)

        Polubienie

      3. kirylucki pisze:

        Konczac ze swojej strony ta dyskusje, uwazm, ze zalozenie ‚zycia teraz’ jest pozbawione sensu (argumentowalem to wczesniej). Bo zycie to wlasnie caly bagaz tego co bylo, tego co robimy i co sie wydarzy. Po co to zmieniac?

        „Wiedząc już, że jutro to abstrakcja naszej wyobraźni a wczoraj to sentyment naszego umysłu, skupmy się na DZISIAJ i spróbujmy wyobrazić sobie, że jutro nie nadchodzi, że dzisiaj i TERAZ jest wszystkim co mamy – niczego więcej nie doczekamy – czy nasze życie się zmieni?”

        Oczywiscie, ze sie zmieni! Rzucimy sie w hedonizm, w tanie przyjemnosci, w ktore nie trzeba inwetsowac czasu. To jest zgubne myslenie.

        Polubienie

      4. Introweska pisze:

        To jak ktoś wykorzystuje chwilę obecną jest już indywidualną sprawą, dla Ciebie są to może tanie przyjemności a dla innych będzie to coś zupełnie innego. Szczęście w tym, że mamy wybór i każdy wybiera odpowiednią dla siebie formę istnienia:) Pozdrawiam, miło się gawędziło.

        Polubione przez 1 osoba

      5. Tu rządzą świnki morskie!! pisze:

        Chciałam dołączyć do dyskusji z bajką, ale niestety nie mogę sobie jej w całości przypomnieć :/ bajka opowiadała o żołnierzu, który dostał się do niewoli i będąc zamknięty zaczął rozmyślać co czeka go jutro, jak okrutne tortury, męczarnie i nie mógł zasnąć, przygnieciony swoją sytuacją. Było tak, aż do chwili w której zdał sobie sprawę, że to należy do jutra, więc czemu teraz nie ma się wyspać… i z tą myślą udało mu się znaleźć spokój ducha na daną chwilę…

        Polubienie

      6. kirylucki pisze:

        Tu Rządzą świnki morskie: Sytuacja z tej historii jest skrajna, mało z nas żyje w obawie przed jutrem. Dzisiejsze czasy pozwalają snuć marzenia/działania na przyszłość, i warto z tego korzystać. Tak jak warto wracać do wspomnień. Oczywiście, nie jest zdrowo rozpamiętywać o przeszłości i wybiegać daleko w przyszłość, ponieważ wówczas zapominamy o teraźniejszości. W przeciwieństwie do autorki wpisu nie wytaczam wojny przeciwko czemuś co w moim przekonaniu działa sprawnie od wieków.

        Polubienie

      7. kirylucki pisze:

        Myślę, że odpowiedź zawiera się w komentarzu powyżej:

        Postep cywilizacyjny jest wynikiem wlasnie tego, ze ludzie podejmowali decyzje (terazniejszosc) z mysla o przyszlosci. Aby moc dzialac potrzebowali czalego bagazu doswiadczen (przeszlosci).

        Polubione przez 1 osoba

  3. minderweb pisze:

    Każdy tekst wydaje się być coraz lepszy. Niestety chwila śmierci musi nastąpić dla każdego z nas. Szkoda, że życie jest tak krótkie. Ale właśnie dlatego musimy starać się wykorzystać je jak najlepiej.
    minderweb.wordpress.com

    Polubienie

  4. okiemsocjologa pisze:

    Czytając to czuję, jakbyś siedziała w mojej głowie – praktycznie codziennie wieczorem rozmyślam w podobny sposób 🙂 Odnosząc się do komentarza wyżej – przeszłość i teraźniejszość (która w ułamkach sekund zamienia się w przeszłość) to wszystko co mamy na pewno. Plany, marzenia, oczekiwania to coś niezwykle niepewnego, a najczęściej to na tym się skupiamy próbując zdobywać więcej i więcej, żyć marzeniami o lepszym jutrze. Sa też osoby, które skupiają się praktycznie tylko na przeszłości i przez to gubią to co tu i teraz. Wielokrotnie wpadałam w pułapkę myślenia tylko o przeszłości albo tylko o przyszłości, zupełnie zapominając, że żyję tu i teraz. Co do śmierci, to jej świadomość posiadam w zasadzie od zawsze (co ciekawe juz jako malutkie dziecko robiąc laurki lub jakieś wycinanki mówiłam, że po co w sumie to robić, skoro i tak kiedyś wszyscy umrzemy:P), ale czasami czuję się z tym bardziej pogodzona, a czasem mniej.

    Polubione przez 1 osoba

      1. okiemsocjologa pisze:

        Niestety, najgorsze, że często automatycznie włącza się taki tryb skupiania się na przeszłości/przyszłości i to jest naprawdę niezła walka z samym sobą żeby skupić się na chwili, która trwa.

        Polubienie

    1. okiemsocjologa pisze:

      Jeszcze ciekawsze pytanie zostało zadane w książce „Dziewczyna z pomarańczami” Josteina Gaardnera, a brzmi mniej więcej tak: Czy gdybyś miał wybór urodzić się, a potem stracić wszystko poprzez nieuniknioną śmierć lub nigdy się nie urodzić i jednocześnie nic nie stracić to co byś wybrał? 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      1. okiemsocjologa pisze:

        Polecam, ogólnie ten Autor sprawia, że po przeczytaniu jego książek przez kilka dni nie mogę przestać rozmyślać.. Co więcej, moja prezentacja maturalna z jęz. polskiego opierała się między innymi na tej książce 😉 Tematyka ściśle związana ze śmiercią i podejściem do niej w literaturze – chyba jestem skazana na takie rozważania:P

        Polubione przez 1 osoba

  5. Lebowski pisze:

    Kiedy Homerowi Simpsonowi ktoś powiedział „żyj tak, jakby to był twój ostatni dzień”, ten usiadł na krawężniku w niemej rozpaczy. Po to nam jest to jutro – dla sztucznego komfortu, żeby w spokoju ducha konsumować dziś. Bo wtedy dziś smakuje, ma kolory i takie wyczynowe formy łapani chwili, jak imprezy ze znajomymi 🙂

    Polubienie

      1. zczarny pisze:

        zbyt dyplomatyczna odpowiedz, moja droga :P(moim zdaniem) Ale dobra.. uznajmy, że ma cechy obu płci…
        ALE!
        jeżeli tak, to jakbyś przestawiła pierwsze jej słowa gdy przychodzi do „klienta” :D?

        Polubienie

      1. zczarny pisze:

        hmm, słuszne pytanie! Zastanówmy się! Śmierć otrzymała osobowość (tak sądzę) od momentu gdy człowiek zaczął zastanawiać się nad sensem życia, śmiercią, egzystencją. Otrzymała osobowość zapewne dla tego, aby człowiek mógł się do niej odnieść, niejako przyzwyczaić. Bo łatwiej jest istocie ludzkiej zaakceptować fakt, że istnieje jeszcze ktoś fizycznie podobny do jego samego niż to, że coś po prostu się dzieje, samo z siebie. Może też śmierć jest w rzeczywistości jakiegoś typu bytem fizycznym czy duchowym ale podobnym, z samego tylko kształtu, do człowieka. A może śmierci jako jednej istoty nie ma, a są tylko aniołowie stróże którzy odprowadzają swojego podopiecznego na sąd ostateczny? Trudno na tego typu pytanie odpowiedzieć, ale jeżeli coś było by jedynie stanem przejścia to „przejścia do czego?” Te kolejne pytanie tworzy niejako nadzieje, na coś więcej! Że tam gdzieś jest coś jeszcze! A skoro może być coś jeszcze to czy sami po śmierci jesteśmy w stanie tam dość? Czy i na to pytanie jest odpowiedź? Tam dalej jest pustka? A może są tak inne istoty a może inni ludzie, a jeżeli jest tam ktoś, to dlaczego by nie potraktować „ich” jako tych którzy po nas przychodzą… potraktować „ich” czy „jego” jako śmierć.

        Polubione przez 1 osoba

  6. zczarny pisze:

    zajeżdża Tarantino 😀
    śmiesznie musi być moim zdaniem bo rozmowa o śmierci musi być śmieszna, w moim mniemaniu. Dlaczego? Bo to już jest koniec, kreska, finito, the end, a potem jest to w co kto wierzy 😀 więc śmiech w tym przypadku jest zdrowy ;D

    moim zdaniem coś takiego: „Dzień dobry, czy mam przyjemność z Kowalskim Janem?”

    Polubienie

      1. zczarny pisze:

        wpadłem na pomysł całego dialogu ze śmiercią:

        – Dzień dobry, czy mam przyjemność z Kowalskim Janem?
        – Tak, a w czym problem?
        – Otóż, nie wiem czy szanowny Pan się orientuje, ale właśnie zginął Pan pod ciężarówką.
        – Że co proszę?
        – Widzi Pan szanowny ten ślad opon na swojej twarzy?
        – Tak, widzę.
        – To jest właśnie ciężarówka typu jelcz z 1987, która własnie zrobiła z Pana miazgę.
        – Aha… więc co dalej?
        -… dobre pytanie Proszę Pana, otóż to zależy…

        😉

        Polubione przez 2 ludzi

  7. mefistowy pisze:

    To fakt postanowiony. Ale śmierć jest początkiem nowego życia, końcem jednego rozdziału w nieskończoności naszego bytu. Śmierć jest strachem, że wędrówka, która po niej nastąpi, odbędzie się bez bliskich nam osób. Nie boję się umrzeć, nie boję się też, że moja połowa umrze. Boję się, że którekolwiek z nas zostanie samo i się zagubi. Rzecz ludzka: błądzić, ale to miłość i oddanie jest drogowskazem.

    Polubienie

  8. novincza pisze:

    Często myślę o śmierci, z różnym efektem. Kiedyś bardzo się jej bałam. Jakaś mnie panika łapała za gardło. A teraz tylko nie chcę, żeby to już, bo chcę jeszcze tyle różnych rzeczy namalować 😛 Jakoś nie martwię się o bliskich, o siebie, tylko o to, że nie namalowałam jeszcze wszystkiego, czego chciałam. Nie wiem czy już nie ględziłam ci o tej książce – „Koło życia” autobiografia Elisabeth Kubler-Ross, ale pięknie mówi o śmierci, oswaja umieranie, tłumaczy je. (Pomijając fragmenty tej książki, które są… dziwne). Kobieta była lekarką i całe życie spędziła z chorymi, umierającymi, spełniając ich życzenia i traktując ich po ludzku. Umierający ludzie budzą w innych lęk, jakby śmierć miała być zaraźliwa. A życie toczy się na wielu płaszczyznach. Trochę się żyje do góry, trochę na ukos, na prawo, a trochę do śmierci.

    Polubione przez 1 osoba

  9. negelle pisze:

    Czy rozmyślanie nad śmiercią na pewno może spowodować oswojenie jej w nas samych? Jakoś tego nie widzę. Nasze plany i marzenia na przyszłość nie zawsze muszą zostać przekreślone przez śmierć – może to zrobić choroba, dług, zmiana ustroju politycznego czy krach na giełdzie.
    Na pewno warto doceniać dzisiaj, ale dobrze jest myśleć o przyszłości. Bo nasza śmierć nie przekreśla tylko naszych planów, ale również naszych najbliższych. I być może uda się nam wówczas przesunąć w czasie swoje marzenia na teraźniejszość, a ochronić przyszłość naszej rodziny.
    Pozdrawiam

    Polubienie

  10. Rex pisze:

    Mądrze napisane, trudniej z tego realizacją, bo wciąż na coś czekamy, na autobus, na urlop, na wypłatę i na weekend. Czasem trzeba zwolnić zatrzymać się na chwile i raz jeszcze pomyśleć czy aby na pewno warto pędzić tak bez tchu. Chyba najtrudniejszym momentem jest zatrzymanie się, bo często wiąże się to z jakąś życiową kraksą, dzięki której dostrzegamy, ze pędzimy bez opamiętania.

    Polubienie

  11. moderngeishatw pisze:

    Mądrze piszesz, ale podejrzewam, że wielu z nas jest bardzo ciężko przyjąć taką postawę. Żyjemy w czasach, w których przez wpływ mediów, takich jak np. FB, zaczynamy zbyt dużo analizować i co gorsza zależy nam wiecznie na opinii innych. Boimi się wyrażać swojego zdania („co sobie pomyślą inni?”=boimy się przyszłości), trawimy kilka razy to co napisaliśmy w sms-ie 2dni temu lub dręczą nas myśli typu „Mogłam powiedzieć to inaczej, może by mnie lepiej odebrano?”(uczepianie się przeszłości) itd. Co do samej śmierci wydaje mi się, że ludzie wolą o niej nie myśleć, bo się zwyczajnie boją. Zawsze się boimi tego, czego nie znamy. W całości jednak popieram Twoje zdanie. Po prostu nie należy nadawać śmierci charakteru patosu, przyjąc „na klatę”, że może się pojawić bardzo niespodziewanie i starać się żyć tu i teraz, żeby czerpać z otoczenia jak najwięcej.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s