Zdrowe jedzonko

Od jakiegoś czasu praktykuję zdrowe odżywianie się, i muszę przyznać że jest to nie lada wyzwanie biorąc pod uwagę asortyment jakim bombardują nas markety i hipermarkety. Nawet małe sklepiki, którym do niedawna ufałam najbardziej, troszkę oszukują, wiem, bo spotkałam właściciela jednego z tych zaufanych sklepików w supermarkecie, gdzie kupował zapas warzyw i świeżego pieczywa do swojego sklepu, który referuje jako organiczny!

Gdzie i jak robić więc zakupy chcąc jeść zdrowo? Dobre pytanie..

Szlag mnie trafia, gdy po rzekomo udanych zakupach wracam do domu i okazuje się że produkty, które kupiłam obok zdrowych nawet nie stały! Genetycznie modyfikowane owoce i warzywa, barwione na brązowo makarony i mąki z domieszką Bóg wie czego. No i cukier…wszędzie, we wszystkim i to w końskich dawkach! Zastanawiam się kiedy zaczną dodawać cukier do wody!? A…w wodzie mamy fluor, który już wystarczająco niszczy nasze zdrowie. Wielkie korporacje odpowiadają za ten cyrk! Niszczą nasze zdrowie, a my za to płacimy.

Jest mnóstwo ludzi, którzy mają gdzieś zdrową i nie zmodyfikowaną żywność, dla nich zapewne wszystko co zdrowe kojarzy się z lekarzami i apteką, a to kolejne oszustwa wielkich korporacji, które zacierają ręce na widok tych osób. Jednak chcę się skupić na tej części społeczeństwa, która woli zdrowy i aktywny tryb życia. Trzeba się nieźle nagimnastykować by być w dobrej kondycji fizycznej, jednak dużo wysiłku należy też włożyć by dieta również była zdrowa i bez chemii.

W mojej okolicy nie ma dużo sklepów organicznych, jest jeden, ale to ten, którego właściciel robi zapasy w znanej marki super markecie i odsprzedaje je u siebie po rozpakowaniu z oryginalnych opakowań (bo jest na nim logo supermarketu). Gdzie więc mam robić moje zdrowe zakupy? Mam pójść do tego sklepikarza i udawać, że to nic ze sprzedaje ten oszukany towar w mocno zawyżonej cenie, czy też pójść do marketu i jak większość karmić się przetworzoną żywnością? Z doświadczenia już wiem, że produkty tańsze i z niższej półki zawierają mniej chemii, tak! Im bardziej produkt jest przetworzony i im więcej zawiera pierwiastków z tablicy Mendelejewa, tym jest droższy. A my myślimy że droższy, to musi być lepszy, bzdura!

Macie jakieś pomysły, bo mi to już ręce opadają jak wielkie korporacje karmią nas żywnością i ideami dla idiotów.

P.s Zaczęłam już bawić się w ogrodnika, jednak trochę to potrwa zanim z moich nasionek coś wyrośnie, więc to tego czasu muszę się zadowolić GMO i monsanto.

Introweska

Reklamy

22 thoughts on “Zdrowe jedzonko

  1. mateuszadrian pisze:

    Hej. Ja spożywam głównie ryż brązowy – jest o wiele lepszy niż biały, kaszę gryczaną, groch, soczewicę, a czasami: soję, fasolę, płatki owsiane, kaszę jaglaną. Do tego warzywa które są pod ręką, sól najlepiej himalajska – im bardziej różowa tym lepiej.

    Jeśli cię stać, to kup filtr do wody – podłączasz go do kranu i to wszystko, chyba co pół roku trzeba zmieniać elementy czyszczące wodę, koszt tego wynosi chyba 500-700 zł, a później co pół roku lub co rok 200 zł. Kosztuje niby dużo, ale w porównaniu z wydatkami na wodę butelkowaną to nie tak drogo, poza tym oczyszcza wszystko. Jeśli chcesz więcej info o filtrze który kupiliśmy, to mogę poszukać i zaraz napiszę.

    Jeśli chodzi o odżywianie, to warto zapoznać się z podstawami np. pszenica, gluten, jedzenie przetworzone. Teraz jest tego dużo w internecie, można czytać całymi dniami. Ważne jest jednak, żeby nie wpaść w fanatyzm, bo o to łatwo 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Introweska pisze:

      Widzié że mamy podobne upodobania dietetyczne☺ Jestem wegetariankà i wszystkie te produkty sà mi dobrze znane. Irytuje mnie jednak fakt, że coraz czéściej zwykłe produkty sà sprzedawane pod etykietà organicznych..

      Polubienie

      1. Galka Anonimka pisze:

        Styl Eco stał się modny, więc nie ma się co dziwić, że idąc wśród sklepowych półek, co rusz natrafiamy na produkty z certyfikatami i napisem bio czy eco. Trzeba czytać etykiety, choć z doświadczenia wiem, że to nie zawsze pomaga. Pamiętam kiedy ok 1,5 roku temu, po obejrzeniu jednego z odcinków „Wiem co jem” skończyłam na jakiś czas jedzenie pasztetów, szczególnie tych z Profitu, bo Bosacka zaczęła sypać MOM-em, a ja miałam przed oczami tylko zmielone pazury, tłuszcz, oczy i skórę. Obsesją tą zaraziłam rodziców, którzy jednak, po pewnym czasie absencji z produktami profitu dowiedzieli się, że znaczna część lekarzy zaleca spożywanie pasztetów, bo MOM nie zawsze oznacza produkt drugiej jakości. Okazało się, że te „nieszczęsne odpadki” zawierają taką ilość białka, że powinno się je jeść. Bądź tu mądry więc… A tak wracając do programu Bosackiej, to muszę nadmienić, że czasami sama łapię się za głowę, bo kobitka wytykając przetworzoną żywność palcem, jako zamiennik wskazuje o wiele droższe rzeczy, na które większość widzów zwyczajnie nie będzie stać. Trochę to wkurzające…

        Polubione przez 1 osoba

  2. Jukka Sarasti pisze:

    Dlatego jeśli chcę coś eko, to jednak pakowane z numerem certyfikatu. A i tego „bio” warto przeczytać skład chemiczny, bo takie bio jogurty z bio pektynami i bio mlekiem w proszku też można dostać. To ja wolę bez certyfikatów i bez mleka w proszku.
    U mnie na targowisku można kupić brudną marchewkę – zarówno w sklepie bio jak i na jednym ze straganów: o tej marchewce przynajmniej wiem, że nie jest z supermarketu, bo tamte zawsze czyste.
    Cukru nie ma np. w popingu amarantusowym, jaglanym i z komosy ryżowej, więc na płatki śniadaniowe z niesiarkowanymi rodzynkami (albo innymi bakaliami) i jogurtem naturalnym się nada.
    Przede wszystkim jednak trzeba czytać, czytać, czytać. Nawet to, co do tej pory było pewne, warto jeszcze raz poczytać, bo niepostrzeżenie mogli dorzucić jakiś cukier czy karagen.
    I nie do końca się zgodzę, że to co tańsze, to mniej chemiczne. Najczystsze czekolady (czyt. miazga kakaowa, kakao, cukier) są dużo droższe od tych z lecytyną i policośtamcośtam jako emulgatorami.

    Polubione przez 1 osoba

  3. youcancallmeann pisze:

    Zgadzam się – znalezienie jedzenia, które nie byłoby jedną wielką tablicą Mendelejewa jest jakąś masakrą :/ Ostatnio chciałam kupić sobie surówkę do pracy. Podeszłam na dział ze świeżymi artykułami i zaatakowały mnie E… Pozostaje samemu uprawiać działeczkę, najlepiej w jakimś zapomnianym przez Boga zakątku świata.

    Polubione przez 1 osoba

  4. hreindyr pisze:

    Przeczytałem Twój tekst raz, drugi, trzeci i wyszło mi, że może nie jestem po drugiej stronie barykady, ale raczej siedzę sobie na niej okrakiem. Stąd też poniższe propozycje mogą być nie do końca do przyjęcia. Ale co tam, spróbuję dać coś od siebie.

    1. Markety vs małe sklepiki.
    Już od dobrych parę lat zdecydowałem się wspierać markety zamiast tzw. lokalnej przedsiębiorczości. Powód jest prozaiczny – nie mam zamiaru płacić więcej jeżeli mogę płacić mniej w markecie. Szczególnie, że w tym ostatnim można znaleźć zdrowe rzeczy, choć trzeba czasem się dokładnie wczytać w skład.

    2. Jedzenie BIO, EKO, organiczne itp.
    W swoim czasie odbyłem ciekawą rozmowę z pewną zawodową ogrodniczką (a jej opinię potwierdziły również inne osoby). Sam fakt, że warzywa czy owoce były pryskane nie jest niczym złym. Ważne jest tylko to by zachować odpowiedni okres ochronny między pryskaniem a zerwaniem czy konsumpcją. Co więcej, przy obecnej ilości szkodników, chorób itp. wyhodowanie czegoś bez użycia chemii graniczy z cudem.

    Z drugiej strony często producenci używają słów BIO, EKO jako słów-wytrychów. Nic to nie daje, ale jak ładnie brzmi.

    3. GMO
    Po rozmowach z ludźmi związanymi zarówno z rolnictwem jak i dietetyką jestem zdania, że nie takie GMO straszne jak je malują. Tak więc fakt spożywania zmodyfikowanej genetycznie żywności jakoś mi nie przeszkadza i nie mam zamiaru się przed nią bronić.

    4. Wspomniałaś, że „Jest mnóstwo ludzi, którzy mają gdzieś zdrową i nie zmodyfikowaną żywność”.
    Choć staram się zdrowo odżywiać, doskonale ich rozumiem i wręcz stanę w ich obronie. Z każdej strony pojawiają się sygnały o tym, że ten czy inny produkt jest szkodliwy (bo ma GMO, gluten, cukier, puste kalorie, powoduje raka, ma nadmiar soli itd.). Nie dziwota, że część osób przesycona takimi informacjami ignoruje je hurtowo (czasem zresztą słusznie).

    Jak więc żyć?
    Wodę można np. filtrować przy użyciu dzbanka z filtrem. A co do reszty. Cóż, zawsze czytać skład i kupować produkty maksymalnie bliskie ideałowi (np. kefir bez mleka w proszku, śmietanę bez zagęszczaczy, przyprawy bez niepotrzebnych domieszek itd.), godząc się z faktem, że zagraniczne produkty mogą mieć mniej chemii od polskich. No i jednocześnie nie można zapominać, że nie każde „E” jest złe. Poza tym kiedy się da, gotować i piec samodzielnie, maksymalnie unikając półproduktów. I jakoś to będzie 🙂

    A że korporacje nas karmią ideami dla idiotów? Cóż, jedyne co można zrobić to nie być idiotami i nie dać się tym karmić.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Introweska pisze:

      Widzisz, moim zdaniem wszystko co jest produkowane na ilość a nie jakość (markety vs prywatne sklepiki, rolnicy małych gospodarstw, my sami), nie może i nie jest dobrem produkowanym z myślą o dobrze konsumenta, a jedynie z myślą o zysku. Ciężko mi znaleźć w tych wielkich składach żywności coś, co spełnia moje oczekiwania, bo dla mnie GMO nie zalicza się do żywność zdrowej. Wolę nieidealny kształt jabłuszka od rolnika, niż piękne i błyszczące( bo nawoskowane) jabłuszko z marketu itp. Własne przez ludzi, którzy akceptują żywność, na której bogatą się korporacje a ludzie coraz częściej chorują na coraz to dziwniejsze choroby, mamy taki stan rzeczy i taką sytuację w chwili obecnej. Wolę wspierać rolników z małych gospodarstw niż ludzi karmiących nas w imię zysku, a przy okazji nie muszę się martwić tym, że przeoczyłam jakieś E na opakowaniu. Tak na marginesie, wiesz że w społeczeństwie amiszów NIGDY nie odnotowano przypadku zachorowania na raka? Czym się odżywiają to już zapewne wiesz;) Pozdrawiam

      Polubienie

      1. hreindyr pisze:

        Sęk w tym, że mieszkając w mieście i nie mając dojść do gospodarstw zdecydowałem się iść na kompromis. Oczywiście, mógłbym się zaopatrywać na bazarze czy w warzywniaku, ale niestety w obu wypadkach nie wiem kto i w jakich warunkach to wyhodował.

        Z doświadczenia wiem, że w jednym wypadku tzw. warzywa prosto z pola, były kupowane hurtowo na giełdzie rolnej i sprzedawane detalicznie z małych pojemników (że tylko tyle się udało zebrać).

        Poza tym jako człowiek małej wiary, nie potrafię sobie wyobrazić rolnika idącego na jakość, a nie na ilość. Mogę co najwyżej uwierzyć, że łączy jedno z drugim. Tak by wyprodukować jak najwięcej jak najlepszego i w ten sposób zarobić na życie.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Introweska pisze:

        Nie pojmuje jak to się dzieje że można bardziej ufać plantacjom żywności niż rolnikowi?! OK masz prawo, jednak nie brzmi to przekonująco:) Ja mam jednego zaufanego rolnika, uprawiającego tylko dla siebie. Kupuje od niego niemal prosto z pola i jestem z tego prze szczęśliwa. Fakt, muszę się pofatygować i przynajmniej raz w tygodniu pojechać do niego a to kawał drogi, jednak warzywka, nabiał i owoce od niego wynagradzają mi ten wysiłek:) A do tego rozmowa z nim, poznawanie jego rodziny, która jest tak rozkoszna sprawia, że już nie mogę doczekać się kolejnego spotkania z nimi.

        Polubienie

      3. hreindyr pisze:

        To nie to, że bardziej ufam plantacjom, co zwyczajnie nie mam w okolicy nikogo od kogo mógłbym brać sprawdzone warzywa. A sam fakt, że ktoś sprzedaje na bazarze nie znaczy, że sam jest hodowcą.

        Ale przynajmniej mam sprawdzone i pewne źródło zaopatrzenia w miód i jajka. Dobre i to.

        Polubione przez 1 osoba

    1. Introweska pisze:

      To raczej ze względu na pojawianie się nowych chorób, przemysły farmaceutyczne zacierają ręce i wymyślają kolejne trucicielstwa. Poprawnie diagnozują choroby wywołane spożywaniem zbyt dużej ilości chemii i wdychanie zbyt dużej ilości zatrutego powietrza. Może lepiej uzdrowić źródło problemu a nie jego skutki? Nie była bym zdziwiona, gdyby korporacje od produkcji żywności i przemysły farmaceutyczne dogadywały się pod względem zawartości chemii w produktach, tak by jednym i drugim się to opłacało.

      Polubienie

      1. hreindyr pisze:

        Nie wiem jak to wygląda w Irlandii, ale w Polsce jest jeszcze zabawniej. Otóż masowo wymyśla się dolegliwości które uleczyć może jedynie dany suplement (przedstawiany w reklamie jako lek). W dziedzinie dolegliwości mój faworyt to „zespół niespokojnych nóg”, czy brak apetytu u dziecka, na co oczywiście może pomóc magiczna tabletka.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Introweska pisze:

        Ot i cały sekret kapitalizmu. Jeśli czegoś nie potrzebujesz, to my Cię przekonamy że jednak żyć bez tego nie możesz;) Sprawa dotyczy całego globu więc Irlandia też została zainfekowana…

        Polubienie

  5. bdlz pisze:

    Potencjalne pomysły:
    1. Kupować zwłaszcza na lokalnym targu, jeśli taki jest w okolicy. Sprzedawcy mogą tam mieć oczywiście towar różnej jakości, ale może znajdziesz spełniający Twoje oczekiwania. Najlepiej kupić tego samego, np. pomidorów, po trochu na próbę od od różnych ludzi
    2. Kupować w marketach tylko to, czego nie ma na targu. Jeśli w okolicy jest tylko jeden „eko-sklep” i oszukuje, unikać go i kupować w zwykłym sklepie. Jest jeden to oszukuje, bo ma monopol na tym terenie, ale jeśli byłaby konkurencja, musiałby byłby uczciwy, bo inaczej nie miałby klientów i interes przynosiłby mu straty
    3. Uważnie czytać listy składników na produktach
    4. Maksymalnie uprościć jadłospis, zwłaszcza zrezygnować ze zbędnej mocno przetworzonej żywności lub choćby ją ograniczyć. Jeść zwłaszcza sporo owoców, warzyw, ryżów i kasz. Dobre są też produkty bez terminu ważności, np. ciecierzyca na wagę. Wiele przepisów w programach kulinarnych jest stanowczo zbyt skomplikowanych (zupełnie niepotrzebnie), ale właśnie takie zdają się uchodzić za najbardziej wykwintne, luksusowe i podobać
    5. Samemu hodować i/lub robić sobie jedzenie, które nadaje się do tego. Unikać kupna produktów przygotowanych do konkretnej obróbki, np. kiełbasek na grilla, bo najczęściej mają konserwanty czy polepszacze smaku. W miarę możliwości samemu kupić pierwotny produkt i go przygotować na ruszt.

    Te pomysły nie zapewnią oczywiście 100% zdrowia (nie obejmują wielu innych niuansów tego świata, które mają wpływ na jedzenie), ale uważam, że mogą dobrze je wspierać.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s